Niezwykły „ogród” z widokiem na miasto

Tak jak śpiewał pewien pan „z Kaśką można było konie kraść…”, a przynajmniej przeżywać młodzieńcze wzloty i upadki, tak jak z nikim innym. Byłyśmy sobie niezwykle bliskie w szkole średniej, jednak nasze drogi mocno się rozeszły, gdy ona wybrała studia niemal na drugim końcu Polski. I w końcu, po wielu latach, ta moja Kaśka postanowiła wrócić do rodzinnego miasta. I tak oto, pewnego majowego dnia, dałam zaczarować się w jej ogrodzie.

Wielki blok

Kaśka mieszka w bloku. Wielkim bloku z dziesiątkami mieszkań i chyba setkami obcych sobie mieszkańców. Ot, taki typowy wieżowiec, gdzie trudno rozpoznać kto jest, a kto nie jest naszym sąsiadem. I w takich oto warunkach, na 8. piętrze, w trzypokojowym mieszkaniu z dość dużym balkonem, zamieszkała ta moja Kaśka.

 

Mieszkanie urządzone zgodnie z obowiązującymi trendami, nieco akcentów skandynawskich przełamanych nowoczesnymi formami i ciekawymi kolorami, zrobiło na mnie spore wrażenie. Za to balkon odebrał mi mowę. Piękny, cały przeszklony od podłogi, aż po górną krawędź, sprawiał wrażenie przestrzeni otwartej na miasto. Na ścianach wisiały donice z bajecznie kolorowymi kwiatami, na parapecie dumnie prezentowało się drzewko bonsai, a w kącie stał niewielki stolik z dwoma wygodnymi krzesełkami. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam. To taki podniebny ogród z widokiem na miasto.

 

Kaśka wyjaśniła mi, że wystarczyła profesjonalna zabudowa i nieco pomysłu na dekoracje. Piękne donice i kwiaty, pastelowe kolory ścian i ratanowe meble wystarczyły, by na dobre odmienić nudny balkon.